Dziś jest , imieniny obchodzą:

Czy Twoje dziecko jest przygotowane na sukces?

W marcu odbywały się w Holandii wybory. Muszę przyznać, że jestem średnio uświadomiona politycznie, znam trochę największe partie i nazwiska w Holandii, ale na tym się kończy. Nigdy tak naprawdę nie interesowałam się polityką. Co w tym roku przyciągnęło jednak moją uwagę, to pytania mojego siedmioletniego syna Oscara: „Mama, a za kim Ty jesteś w wyborach?..”.

 

Nie powiem, trochę mną to potrząsnęło, mój syn interesuje się losami kraju, a ja nawet nie mogę dać rozsądnej odpowiedzi na takie pytanie. Ale wstyd! Jednak jeszcze bardziej zafrapowało mnie to, co on wie o wyborach. Okazało się, że dość dużo jak na 7 lat.. Jest za Markiem Rutte, i nie cierpi Wildersa. Zna nazwy największych partii. Wie, że każdy powinien iść głosować, żeby mieć wpływ na to, kto rządzi Holandią. Skąd to wszystko wie? Ponieważ ogląda codziennie dziennik dla dzieci, czyli „Jeugdjournaal” i ponieważ mówi się o tym w szkole. Przed wyborami została zorganizowana nawet specjalna telewizyjna debata największych polityków holenderskich, właśnie specjalnie i wyłącznie dla dzieci. Wyobrażacie sobie coś takiego w Polsce? To było po prostu fantastyczne! Politycy musieli w prosty sposób powiedzieć dzieciom, co ich partia ma ważnego do przekazania, co chce zmienić w kraju i dlaczego. Każdy z nich rozmawiał z dziećmi, odpowiadał na pytania, brał udział w quizie. W następnych tygodniach nawet reporterzy z Niemiec robili program o zaangażowaniu i wychowaniu dzieci holenderskich – właśnie o „jeugdjournaal” i debacie przedwyborczej dla dzieci. Niemiecka dziennikarka była pełna podziwu dla takich inicjatyw. Chyba więc nie możemy się dziwić, że frekwencja na wyborach w Holandii osiągnęła rekordowe 81,9%. Czym skorupka za młodu nasiąknie…

 

Chyba każdy z nas Polaków mieszkających w Holandii jako rodzic zastanawia się w pewnym momencie nad różnicami w wychowaniu dzieci, w szkole i w domu, porównując Holandię i Polskę. Jesteśmy niepewni, jak nasze dziecko będzie się znajdywało w szkole mając tylko 4 lata, jak działa system holenderski, jakie są oceny, czy nasze dziecko aby na pewno „dobrze się uczy”. Ja niezmiennie zadziwiam nauczycielki podczas spotkań „10 minuten” pytaniem, czy mogę nad czymś pracować z dzieckiem w domu, aby się podciągnęło w tym, czy w tamtym. I chyba nie tylko ja, wnosząc z rozmów z innymi polskimi mamami. W Holandii patrzy się na to inaczej – szkoła podstawowa nie zna pojęcia zadań domowych, a dzieci robią postępy każde w swoim tempie, uczą się czegoś kiedy „są na to gotowe”.

 

Nie sądzę, aby była jednoznaczna odpowiedź na to czy lepszy jest system polski, oparty na większej dyscyplinie oraz na opanowaniu danego materiału, czy holenderski, dużo luźniejszy i mniej skoncentrowany na otrzymywanych stopniach. Na pewno są, i zawsze będą zwolennicy obu systemów. Ja osobiście jestem za tym drugim, choć w momentach rozpaczy sama mówię dzieciom, że gdyby mieszkały w Polsce, to dopiero by zobaczyły, co to znaczy dyscyplina…

 

Chcę jednak zatrzymać się na kilku aspektach, które bardzo mi się podobają w holenderskiej szkole i wychowaniu dzieci „po holendersku”. To, co mnie pozytywnie zaskoczyło w holenderskiej szkole, to między innymi fakt, że już od czwartego roku życia uczy się w szkole dzieci sztuki prezentacji. Tak, dzieci mają swoją indywidualną „prezentację” przynajmniej dwa razy do roku na forum klasy, podczas tak zwanych „kijkkring”, „vertelkring”, czy „boekenkring”. Nieważne, że te pierwsze wystąpienia składają się czasem z paru zdań o swoim ulubionym pluszaku – faktem jest, że dziecko musi wybrać temat, przygotować się, odpowiedzieć na pytania, podczas gdy cała klasa skupia uwagę właśnie na nim. Dziecko uczy się już od wieku przedszkolnego przełamywać swoje opory przez publicznym mówieniem, ale w zaufanym, przyjaznym środowisku, siedząc w kręgu między koleżankami i kolegami. Z czasem prezentacje stają się poważniejsze, bo mój siedmiolatek przygotowuje je już w „powerpoincie” i wychodzi na środek. Podobną funkcję spełniają „viering”, krótkie przedstawienia, piosenki czy skecze przedstawiane przez grupki dzieci na scenie, raz czy dwa razy w miesiącu. Dzieci wspaniale oswajają się z byciem na podium oraz mają satysfakcję z przygotowania mini-projektu i braw zebranych od kolegów.

 

Druga rzecz, którą podziwiam w holenderskiej szkole, to stymulowanie pracy zespołowej. Dzieci już od początku edukacji, są często dzielone na grupy i mają możliwość wyboru różnych zajęć. W grupach przedszkolnych czyli „onderbouw” są to zabawy, ale później, w „middenbouw” przeradza się to we „wspólną pracę nad projektami”, czy to plastycznymi, czy to tematycznymi. To wspaniałe ćwiczenie na zdolność pracy w zespole, już w karierze zawodowej.

 

Trzecim punktem, którego nie mogę pominąć, to wspomniana wcześniej różnica z polskim systemem edukacji. W Holandii (z tego co mogę ocenić po szkole podstawowej, gdzie uczęszczają moje dzieci) kładzie się dużo większy nacisk na umiejętność wyszukiwania potrzebnych informacji, samodzielne uczenie się, znajdywanie rozwiązań, a mniejszy na pamięciowe opanowywanie materiału. Dzieci pracując nad danym projektem, mają zadanie wyszukać informacje w internecie czy książce, a potem przygotować prezentację na ten temat. To naprawdę wartościowa umiejętność na przyszłość, bo nie oszukujmy się – w naszych czasach nie mamy problemu z brakiem dostępu do wiedzy czy informacji – na internecie jest już wszystko. Sztuką natomiast jest szybkie wyszukanie informacji, których potrzebujemy, przeanalizowanie ich i zastosowanie w praktyce. Umiejętności analityczne i szybkiego uczenia się, to umiejętności przyszłości, które nasze dzieci powinny posiąść, ponieważ każda inna wiedza (informatyczna, technologiczna) starzeje się w zbyt szybkim tempie. To, czego uczymy się dzisiaj, za dwadzieścia lat będzie już historią.

 

Mówiąc o umiejętnościach przydatnych naszym dzieciom, chciałabym się podzielić z Wami tym, czego dowiedziałam się z ostatnio przeczytanej książki, i co naprawdę warto sobie uświadomić, właśnie w wychowaniu naszych dzieci.
Jest to książka autorstwa Carol S. Dweck, profesor psychologii na Uniwersytecie w Stanford, pod tytułem „Mindset”, tłumaczona na polski jako „Nowa psychologia sukcesu”. Pani Dweck przeprowadziła setki badań z dziećmi i dorosłymi na temat wpływu ich sposobu myślenia o inteligencji i talencie na konkretne rezultaty, które osiągnęli/osiągają w szkole, podczas studiów, w pracy i w życiu. Wszystkie badania jednoznacznie wskazują na to, iż nasze nastawienie ma kluczowe znaczenie dla sukcesu w życiu. Nie inteligencja czy talent, ale właśnie nastawienie (ang. mindset). Dweck rozróżnia 2 kluczowe nastawienia:

1. Nastawienie stałe („fixed mindset”), które powoduje, że myślimy, że człowiek ma dane talenty, czy inteligencję, i będzie osiągał sukcesy na bazie tego talentu, czy IQ, które posiada. Wierzymy, że nic tego nie zmieni – Twoje dziecko jest „po prostu inteligentne”, albo „nie tak inteligentne, ale bardzo kreatywne”, itp. Mając takie nastawienie nadajemy automatycznie plakietkę każdej osobie, dziecku czy dorosłemu.
2. Nastawienie na rozwój („growth mindset”) oznacza, że jesteśmy przekonani, że sukces jest oparty na ciężkiej pracy, wysiłku, nabywaniu umiejętności, uczeniu się i wytrwałości. Talent czy inteligencja może w tym pomóc, ale nie jest głównym czynnikiem sukcesu.
Okazuje się, że każde z przeprowadzonych badań (wiele z nich jest przytoczonych w książce) potwierdza tezę, że nastawienie na rozwój jest tym, co przynosi faktyczny sukces. Widać to zarówno w szkole, na studiach, czy już w dorosłym życiu. Ludzie z nastawieniem stałym („inteligentny”, „ma talent”, „jest świetnym piłkarzem”) mogą na krótki termin odnieść sukces, ale z czasem radzą sobie coraz gorzej. Dlaczego? Po pierwsze – boją się porażek, błędów. Każda porażka ich przytłacza, i „odbiera glorię” osoby utalentowanej. Po drugie – szybko „osiadają na laurach” i dają się wyprzedzać kolegom, koleżankom, którzy są nastawieni na ciężką pracę i ciągłe uczenie się. Takie osoby mają też częściej problemy związane z depresją, wypaleniem się. Przeżywają każdy błąd o wiele ciężej. Talent czy inteligencja działa, ale na krótką metę, jeżeli nie jest poparte nastawieniem na pracę, wysiłek, rozwój. Badania zostały przeprowadzone wśród różnych grup, np. przedsiębiorców, czy prezesów firm, sportowców.
Jeżeli się zastanowisz, dojdziesz na pewno do wniosku, że i Ty często wykazujesz „nastawienie stałe”. Czasami zależy to od kontekstu, czasami od naszych nawyków. Wielu z nas jest ukształtowanych w nastawieniu stałym, i nieświadomie przekazujemy je naszym dzieciom. Mówimy do naszych dzieci „Dobrze Ci poszło w szkole, jaki jesteś inteligentny”, „Jak ładnie to narysowałeś, masz taki talent.” Oczywiście, że powinniśmy prawić naszym dzieciom komplementy, ale okazuje się, że dzieci o wiele więcej wyniosą z tego, jeśli powiemy ”Dobrze Ci poszło w szkole, na pewno dużo ćwiczyłeś”, albo „Ładnie to narysowałeś, to dlatego że tak się przyłożyłeś, i włożyłeś w to dużo czasu”. Takie komplementy uczą nasze dzieci, że praca, wysiłek, nauka, popłaca. Z drugiej strony nie należy ich też karcić za błędy. Powinny mieć możliwość ich popełniania, i uczenia się dzięki nim.
Dobra wiadomość jest taka, że nasze nastawienie możemy zmienić, możemy się nauczyć nastawienia na rozwój. Pomagają w tym na pewno wzorce w naszym otoczeniu, ale też uświadomienie sobie, ile razy nasze „nastawienie stałe” powstrzymało nas przed sięgnięciem po coś, co chcieliśmy osiągnąć, przed spróbowaniem i nie obawianiem się porażki.. Ile razy pomyśleliśmy: „ale ja nie jestem w tym dobra”, „to nie dla mnie”, „jestem takim beztalenciem”. Jak zmieniłoby się nasze życie, gdybyśmy wiedzieli, że każdej z tych rzeczy możemy się nauczyć, spróbować, że błąd to tylko krok do sukcesu? Czy nie życzymy tego sobie, a już na pewno naszym dzieciom?
Wracając do wychowania naszych dzieci „po polsku”, czy „po holendersku”, jestem skłonna myśleć, że system holenderski jest bliższy „nastawieniu na rozwój” i w związku tym lepiej przygotowuje nasze dzieci na przyszłość. Muszę przyznać, że nie znam jeszcze realiów holenderskiej szkoły średniej, więc jak będę na tym etapie, może wrócę, żeby zrewidować ten temat i moją opinię.
Teraz jestem jednak zdania, że szkoła holenderska jest świetna, ale jedno zadanie domowe na tydzień nie zaszkodziłoby dziecku, a nam – rodzicom, dałoby chociaż mały wgląd w to, co dziecko w ogóle robi w szkole.

Polecamy

Wiele lat temu postanowiłam, że moje życie będzie związane ze sportem. Mając dziesięć lat, myślałam, że pójdę na studia AWF-u, następnie zostanę nauczycielem wychowania fizycznego... i będę robiła w życiu to, co kocham. Później przyszły gorsze-lepsze czasy.

Prawie każda z mam pamięta wierszyk recytowany lub sepleniony przez jej małe, zazwyczaj 3-letnie dziecko:
„Mamo, mamo coś Ci dam:
Jedno serce, które mam,
A w tym sercu róży kwiat
Mamo, mamo, żyj sto lat!”

Sezon wakacyjny można już oficjalnie uznać za otwarty, a to oznacza, że możemy się oddać czynnościom, na które zwykle brakuje nam czasu.

Kwas askorbinowy, zwany witaminą C to organiczny związek chemiczny, który odgrywa istotną rolę w funkcjonowaniu ludzkiego organizmu, stanowiąc jeden z istotnych składników naszej diety. Witaminę C można znaleźć w warzywach i owocach oraz w aptekach.

W dniu 15 listopada 2014 r. w Studio 21 w Hilversum k. Amsterdamu odbyła się trzecia edycja konkursu Polak Roku w Holandii.

 

— Sir — ozwał się nagle kandydat wzruszonym głosem. — Jestem bardzo znużony i skołatany. Dużo, widzicie, przeszedłem. Miejsce to jest jedno z takich, jakie najgoręcej pragnę otrzymać. Jestem stary, potrzebuję spokoju!

W sobotę 29 listopada Polska Szkoła Nijmegen stała się scenerią dla wróżb, magii i zabaw, a do Andrzejkowej Krainy Magii przeniosły Czarownice Kinga i Ania, Wróżki Ada i Lidia, oraz Czarodziej Patryk, czyli „magiczne ciało pedagogiczne”.

Czym są węglowodany? Na początku postarajmy się zrozumieć, czym są węglowodany. Z chemicznego punktu widzenia są to związki organiczne składające się z atomów węgla, wodoru i tlenu. A dla nas są to po prostu cukry.

Tekst ten pisałem na wysokości 10000 metrów – ale to nie oznacza, że bujałem w obłokach.

 

Od kilkunastu lat w wędkarstwie coraz bardziej popularne jest wypuszczanie złowionych ryb, a nie zabieranie ich do domu, jak nas uczyli nasi dziadkowie oraz ojcowie.

Reklama

Galeria

  • Miss Fitness
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Agnieszka Steur
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Mini galeria 04
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Koncert Budki Suflera
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Ani Mru Mru
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Mini galeria 03