Dziś jest , imieniny obchodzą:

Po szychcie nie fedruję

Oto facet, który mówi o sobie, że jest nieśmiałym introwertykiem, a potrafi rozśmieszyć pół kraju. Który boi się jeździć autem, a jest pilotem rajdowym. Oto facet zakochany w Lidzbarku Warmińskim tak mocno, że odda mu za chwilę kawałek swojego ciała. Podpora kleryków i siatkarzy. Do opisu brakuje tylko dwóch wyrazów: Radek Bielecki. Niech „Bogu” z kabaretu „Neo-Nówka” sam się teraz wyspowiada.

 

Podobno będziesz sobie tatuował panoramę Lidzbarka Warmińskiego?
Radosław Bielecki: Od dawna chodzi za mną tatuaż, który przypominałby mi o tym, skąd jestem. Że z Warmii. Mieszkam teraz we Wrocławiu i wymyśliłem sobie, że będzie to panorama Lidzbarka z najważniejszymi budowlami, ale wpisanymi w wykres mojego EKG. Mam nawet zeskanowane swoje EKG.

 

W dobrej formie poszedłeś na badanie?
(śmiech) Było OK. Tatuaż będzie od serca – na lewym przedramieniu.

 

To ty sentymentalny patriota jesteś!
Lidzbark to moje ukochane miejsce na ziemi, bez dwóch zdań. To miejsce mnie wychowało, super mi się tam wraca.

 

Patrzysz już z dystansem na to miasto?
Wracam, patrzę i widzę jak się zmienia. Koledzy z „Neo-Nówki” znają to miejsce od 2003 roku, odkąd zaczęli przyjeżdżać na festiwal, i za każdym razem, kiedy wracają, nie wierzą, jak to się wszystko zmienia. Lubią tam przyjeżdżać. A ja lubię przywozić tam znajomych. Dwa lata temu przywiozłem sąsiadów, 20 osób. Wynajęliśmy agroturystykę pod Lidzbarkiem. Stwierdzili, że na lepszych wakacjach nie byli. Ładnie, cisza, spokój.

 

Który kabaret cię fascynował w twoich początkach?
„Potem”. Byłem jego totalnym fanem, wręcz sekciarzem „potemowym”. Znałem wszystkie numery na pamięć, w domu kultury organizowałem nawet wieczorki. Miałem na kasetach wideo ponagrywane skecze, zapraszałem znajomych i przez osiem godzin oglądaliśmy to wszystko, mimo iż widziałem już po dwadzieścia razy. Ten efekt kulturotwórczy sprawił, że jestem dzisiaj w kabarecie. Jakbym się urodził w Mrągowie, to pewnie grałbym dzisiaj w kapeli country (śmiech).

 

„Potem”… A co było potem?
Potem byłem dziennikarzem, ale kabaret wciąż był pasją. Bardzo długo dojrzewałem, by założyć kabaret. Późno zacząłem, bo miałem 26 lat, a zwykle kabaret tworzą przyjaciele na studiach i albo tak zostaje, albo się rozpada. Ja chyba do końca nie wierzyłem w siebie. Dlatego dzisiaj, kiedy mam jakieś spotkania w szkołach z dzieciakami z małych miejscowości, zawsze podkreślam, że trzeba w siebie wierzyć. Bo to nie jest tak, że jak jesteś z małej miejscowości, to ci się nie uda.

 

Uda się, jeśli bardzo tego chcesz i dążysz do celu.
I mi się udało. Jak założyłem swój kabaret, pierwsze co robiłem, to odnalazłem numer do byłych członków „Potem” – dzisiaj „Kabaret Hrabi” – Aśki Kołaczkowskiej i Darka Kamysa. I męczyłem, żeby zrobili nam warsztaty kabaretowe, bo wiedziałem, że sam dłużej będę dochodził do pewnych rzeczy. A że byli pierwszym mega wzorem tego, jak się powinno robić kabaret, to męczyłem, męczyłam, aż wymęczyłem. Przyjechali moi idole kabaretowi, zrobili nam trzy dni warsztatów, pisaliśmy skecze i robiliśmy rzeczy dla nich oczywiste, a dla nas niekoniecznie. Uczyli nas, jak się odnaleźć na scenie. Wiem, że po tych warsztatach o 50 procent pewniej czułem się na scenie. To był znaczący moment w mojej, w cudzysłowie, karierze kabaretowej. I to oni powiedzieli mi wtedy, że mam w sobie coś takiego, co śmieszy ludzi. Że już niewiele muszę dodawać. Że muszę tylko zdjąć te tysiące min, bo wychodzę w jednej postaci, a nie gram dziesięć, co wcale już nie musi śmieszyć. Otworzyły mi się klapki i zacząłem robić kabaret, który był wznoszący. Wygrywaliśmy festiwale, dostawałem nagrody za najlepszą kreację, więc to budowało i nakręcało zarazem. Gdybym więc nie robił kabaretu w Lidzbarku, nigdy nie odebrałbym telefonu od „Neo-Nówki”, bo nikt by nie wiedział, że jest w Lidzbarku taki Radek Bielecki.

 

Zadzwonili i co powiedzieli?
Romek Żurek zaproponował współpracę, bo szukali trzeciego do brydża (śmiech). Ja wtedy pracowałem już w Radiu Olsztyn w dziale promocji. Od razu wiedziałem, że powiem „tak”, bo to dla mnie wielka szansa, ale dyplomatycznie odpowiedziałem, że muszę się zastanowić. Znaliśmy się oczywiście, bo od lat braliśmy udział w konkursach. Nawet w 2008 roku, właśnie w Lidzbarku, jako „Kabaret Snobów” dostaliśmy Grand Prix, a „Neo-Nówka” pierwsze miejsce. Wygraliśmy z „Neo-Nówką”! Mam nawet zdjęcie, jak odbieramy główną nagrodę, a „Neo-Nówka” stoi z boku. Byli pewniakiem, a my zaskoczeniem. Wręcz przepraszałem, że wygrałem.

 

Gdzie szukacie inspiracji?
Banalne: w życiu. Trzeba być wśród ludzi, nie można żyć w innym świecie. Czasem skecze powstają w kolejce na poczcie albo ktoś coś rzuci w towarzystwie i my to wykorzystujemy w naszych skeczach.

W trójkę przynosicie surówkę i bierzecie ją na warsztat?
My to nazywamy ubieraniem choinki. W trójkę dokładamy do niej bombki. W ogóle u nas wiele wychodzi z improwizacji. Napisany tekst za każdym razem jest inny. Ciągle się zmienia, coś się wycina. Na przykład skecz „Niemieckie Siatkarki” powstał z zupełnej improwizacji i do dzisiaj nie jest spisany na papierze. Publiczność jest recenzentem naszych skeczy i to ona nam je układa. Dlatego premiery są trudne, bo proces tworzenia skeczu to jakieś trzy miesiące prezentowania go na scenie. Jeśli na jakiś tekst publika nie reaguje, to go poprawiamy. A jeśli po kilku poprawkach reakcja się nie zmienia, to go wyrzucamy. Zresztą samo spisywanie tekstów jest u nas ciężkim tematem, bo wiecznie jedziemy busem.

 

No właśnie: trasa, koncert, znów trasa. Nawet na wywiad umówiliśmy się w trasie. Kiedy wy tworzycie?
W busie. Wyrzucamy z siebie pomysły. Romek mówi: „Zapładniajcie mnie!”. Musimy mu wtedy dużo gadać, by mu się w głowie coś zrodziło. Zapładniamy go pomysłami. Nie stosujemy wtedy żadnych używek i nie jaramy, by nam coś wyszło – to wszystko powstaje na trzeźwo.

 

A jak się czujesz w sutannie?
W pewnym sensie spełniłem marzenie mojej mamy, która chciała, bym został księdzem. Byłem nawet przez osiem czy dziewięć lat ministrantem. Myślę, że praktyka przy ołtarzu pomogła mi w skeczach (śmiech). Pamiętam jeden z naszych najlepszych występów, na juwenaliach w seminarium duchownym w Opolu. Na widowni 800 kleryków i sióstr zakonnych. Wychodząc do skeczu „Niebo” nie mogliśmy zacząć, bo reakcja była taka, jakby faktycznie na scenie pojawił się Bóg. Podobnie było, jak pojawiłem się jako ksiądz. Póki co ten skecz zawiesiliśmy w naszym programie. Może jak się zestarzeję i awansuję, to wystąpię jako proboszcz albo nawet biskup.

 

Rozmawiał: Rafał Radzymiński,
Obraz: Joanna Barchetto
Made in Warmia i Mazury
www.e-madein.pl

Polecamy

O Napoleonie niewątpliwie każdy słyszał na lekcjach historii. Ale czym innym jest wkuwanie suchych faktów, a czym innym obejrzenie na żywo inscenizacji jednej z najsłynniejszych bitew w historii Europy.

 

Były czerwone róże, czekoladki, drinki o północy… Urządziliśmy sobie wspólną kąpiel w wannie pełnej piany, przy muzyce Barry’ego White’a i blasku świec o zapachu dzikiej orchidei. Śmialiśmy się jak para podlotków, gdy nie mogliśmy się do tej wanny razem zmieścić.

Zawsze, gdy ktoś prosi, bym coś o sobie powiedziała, rozpoczynam od tego, że jestem żoną i matką. Wszystko, co osiągnęłam w moim życiu, stawało się ważniejsze i cenniejsze właśnie dlatego, że mam dzieci i łatwiejsze dzięki wsparciu męża.

 

Czy spotkali się Państwo z nadużyciami w pośrednictwie pracy? Wiedzą Państwo o nielegalnych działaniach przy pracach sezonowych?

William James, amerykański filozof i psycholog powiedział kiedyś: „największe odkrycie moich czasów to prawda, że człowiek może zmienić siebie, zmieniając swój stosunek do świata”. Zmieniać siebie to rozwijać się, być otwartym na innych, ale i na siebie.

Lubicie uczestniczyć w wyjątkowych wydarzeniach? Fascynują Was podróże? A może pragniecie duchowych doznań? Jeśli tak, to powinniście się wybrać do Wejherowa, 50-tysięcznego miasta na północy Polski, leżącego w odległości zaledwie 23 km od Gdyni.

Iście królewskie zakończenie sezonu sprezentowali swoim fanom piłkarze Białych Orłów KS Broekhoven 3. Zdobycie Mistrzostwa Ligi to dla nich za mało i w sobotę 30 maja dołożyli do tego zwycięstwo w rozgrywkach o Puchar Holandii!!!

W styczniu 2016 Holandia rozpoczyna półroczny okres sprawowania prezydencji Unii Europejskiej. Przy tej okazji warto się przyjrzeć holenderskiej scenie piwnej w obliczu wielu zachodzących zmian na tym rynku, odzwierciedlającym europejskie trendy.

Współcześnie sztuka tworzenia tatuaży wychodzi dalece poza obszar zarezerwowany i swego czasu kojarzony z ramionami kryminalistów. Profesjonalny tatuator to artysta, którego pędzel zastąpiła igła, a zamiast płótna swe ciało udostępnił model.

W dniu 15 listopada 2014 r. w Studio 21 w Hilversum k. Amsterdamu odbyła się trzecia edycja konkursu Polak Roku w Holandii.

 

Reklama

Galeria

  • Mini galeria 03
  • Mini galeria 04
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Agnieszka Steur
  • Ani Mru Mru
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Miss Fitness
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Budki Suflera
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2012