Dziś jest , imieniny obchodzą:

Stalowy rumak Holandii

Gdy osobie, która prawie w ogóle nie zna Królestwa Niderlandów, wspomnimy o tym miejscu, z pewnością skojarzy kilka holenderskich symboli. Na początek w wyobraźni pojawiają się wiatraki i tulipany, a zaraz za nimi rowery. Jeśli ktoś bardziej interesuje się geografią, historią i kulturą tych terenów, niewątpliwie przywoła znacznie więcej elementów, ale te trzy wcześniej wspomniane są zdecydowanie pierwszoplanowe.

 

Niedawno czytelnikom „Nowinek” opowiedziałam o tulipanach, a dziś chciałabym przybliżyć historię znanego wszystkim jednośladu. Przeszukując Internet, nietrudno znaleźć ogrom informacji na ten temat, ponieważ rower jest bardzo ważnym elementem tutejszej kultury i tradycji. O czym więc opowiedzieć? Na początek wiedza encyklopedyczna: rower to jednośladowy pojazd napędzany siłą ludzkich mięśni. Precyzyjniej: pojazd napędzany przez mięśnie nóg za pomocą pedałów, mający zwykle dwa koła, siodełko i kierownicę.

Teraz trochę liczb: Zapewne nikogo nie zdziwi fakt, że rower jest jednym z symboli Holandii, gdy się dowie, że właśnie w tym kraju znajduje się ich najwięcej (1.1) na jednego mieszkańca. Ponad 80% mieszkańców posiada co najmniej jeden taki pojazd. W tym kraju każda osoba średnio na dzień pokonuje na dwóch kołach dystans 2,5 km. Jeździ się głównie do pracy lub szkoły. Gdy jadę samochodem, to właśnie duże grupy nastoletnich rowerzystów podążających do szkoły średniej przerażają mnie najbardziej. W tym wieku młodzi nie bardzo zważają na to, co ich otacza i podążają przed siebie niczym stado pędzących (i rozgadanych) mustangów. W takiej sytuacji będąc kierowcą auta, trzeba mieć oczy dosłownie dookoła głowy.

Poruszanie się na jednośladzie bez wątpienia ułatwia niezwykle rozbudowana sieć ścieżek rowerowych. Znajduje się ich tu prawie 20 tysięcy kilometrów. Dodam, że poza terenem zabudowanym istnieje jeszcze 65 tysięcy kilometrów dróg przystosowanych do jeżdżenia rowerem. Wniosek nasuwa się sam: Królestwo Niderlandów to niekwestionowany raj dla cyklistów.

 

Faktów na temat tego pojazdu jest znacznie więcej. Wspomnę może jeszcze, że w grupie siódmej w większości szkół podstawowych przeprowadzany jest teoretyczny i praktyczny egzamin rowerzysty. Można go porównać do egzaminu na kartę rowerową w Polsce.

 

A teraz troszkę dziejopisarstwa. Historia rowerów w Holandii rozpoczęła się niewiele ponad 150 lat temu. Rower był pierwszą maszyną, do której działania nie potrzebowano zaprzęgu zwierzęcego ani użycia pary. Historia powstania tego pojazdu jest również bardzo interesująca, szczególnie, że łączy się z nią wiele legend i trochę mniej potwierdzonych faktów. Być może zajmę się tym innym razem, teraz chciałabym skupić się na Holandii.

 

Holendrzy poznali rowery w roku 1870, gdy po raz pierwszy zaczęto je sprowadzać z Anglii i Francji. Wtedy były wzbudzającą ciekawość na ulicach zabawką bogatych mieszczan. Jeszcze przez co najmniej dwadzieścia lat były oznaką luksusu, na który zwykli Holendrzy nie mogli sobie pozwolić. Podobnie jak z większością tego typu przedmiotów, które na początku są oznaką dostatku, z czasem i rowery stawały się tańsze i dostępne szerszemu gronu. Już trzydzieści lat po introdukcji jednośladów w Holandii jeden rower przypadał na 53 mieszkańców... a to był dopiero początek. Bardzo szybko przestał być zabawką bogaczy, a stał się podstawowym środkiem transportu klasy średniej. Dystans, który wcześniej można było pokonywać tylko konno lub w zaprzęgu, teraz pokonywano na dwóch kołach. Współcześnie pracownik otrzymuje od pracodawcy samochód służbowy, a ponad sto lat temu odkryto, że służbowe rowery mogą przyczynić się do mobilności pracowników i zdecydowanie obniżyć koszty transportu do i z pracy.
Zazwyczaj, ze względu na moją mało matematyczną głowę, nie zachwycam się liczbami, jednak pisząc ten tekst, muszę jeszcze raz o nich wspomnieć. W roku 1916 za ruch na drogach miast były w 75% odpowiedzialne właśnie rowery. Dodam, że samochody stanowiły tylko 4%. W roku 1928 jeden rower przypadał już na 3,23 mieszkańca. Wtedy właśnie zaczęto mówić, że cała Holandia jeździ na rowerze. Jeśli cała, to również dwór królewski. Ówczesna królowa Wilhelmina zakupiła rower w Wiedniu, jednak premier zabronił jej na nim jeździć, twierdząc, że jest to zbyt niebezpieczne. Natomiast jej córka, późniejsza królowa Juliana, rowerem poruszała się bardzo często i dzięki temu w świecie znana była jako „biking queen” .

 

Ten niezwykły jednoślad odegrał w Holandii również bardzo ważną rolę w procesie emancypacji kobiet. W dorożkach i samochodach panie zazwyczaj były tylko pasażerkami, na rowerach stały się równoprawnymi użytkownikami dróg. Ponadto pojazd ten dał kobietom wolność, pozwolił im przemieszczać się wtedy, kiedy chciały. Oczywiście, nie stało się to z dnia na dzień i wiele kobiet musiało poradzić sobie z opiniami, że jeżdżenie na rowerze jest dla nich niezdrowe, niebezpieczne, nieeleganckie i co gorsze - całkowicie niekobiece.

Oczywiście razem z rowerami pojawiło się kilka nowych problemów. Przede wszystkim: jak i gdzie uczyć się jazdy na tym pojeździe. Obecnie w Holandii prawie każdy sześciolatek posiadł tę umiejętność, jednak pod koniec XIX wieku było inaczej. Zaczęto zatem otwierać szkoły nauki jazdy. Pierwsza takowa powstała już w 1869 roku. Istniały one do lat dwudziestych XX wieku.

 

Bardzo szybko odkryto, jak dobry wpływ na zdrowie ma poruszanie się jednośladem. Niektórzy lekarze opracowali nawet listę chorób, na które „przepisywano” jazdę rowerem.

 

Kolejnym problemem w ówczesnej Holandii był brak jakiegokolwiek prawa dotyczącego przemieszczania się rowerzystów po drogach. Bardzo często byli oni atakowani przez woźniców i poruszających się furmankami mieszkańców wsi. Pierwsze zasady ruchu drogowego, niestety, zamiast ułatwić cyklistom życie, znacznie je utrudniły. Razem z zasadami pojawiły się również kary/mandaty. Dla przykładu, za nieprzestrzeganie prawa drogowego rowerzysta mógł spędzić w więzieniu nawet trzy dni.

 

O tym pojeździe mogłabym pisać jeszcze długo. Chciałabym opowiedzieć o „bakfiets”, rodzaju rykszy, którą mamy zabierają dzieci do szkoły. Wspomniałabym o rowerach, na których jadąc się nie siedzi, a leży i może jeszcze mogłabym przybliżyć etymologię słowa „fiets”(rower) w języku niderlandzkim. Dowiedziałam się, że na temat pochodzenia tego słowa istnieje już dwadzieścia teorii i wydano ponad siedemdziesiąt publikacji. Fascynujące, ale to już materiał na inny artykuł!

W Holandii rower nazywany jest „stalen ros”, co oznacza stalowy rumak. Rumak ten jest nieodłącznym elementem krajobrazu i być może właśnie dlatego w tym roku Tour de France rozpoczął się w kraju wiatraków, tulipanów i rowerów.

Pisząc ten artykuł, natrafiłam w sieci na pracę magisterską Radosława Lesisza „Honderd jaar fietsen in Nederland 1850-1950. Over het begin van de fietscultuur”, źródło wielu bardzo interesujących informacji. Polecam!

Polecamy

Masz dość chodzenia po ziemi? Chciałbyś zobaczyć świat z góry i przeżyć trochę mocnych wrażeń? Wspinaczka to coś dla Ciebie! Na czym polega? Jakie są jej korzyści? Gdzie można ją uprawiać? Wznieśmy się do góry, by rzucić okiem na ten sport mający mnóstwo zalet.

Wyobraź sobie, że zdecydowałeś, że dobrze żyje ci się w Holandii, albo poznałeś tu swojego partnera i z tego powodu chcesz osiedlić się tu na dobre. Możesz wtedy zdecydować się przyjąć holenderskie obywatelstwo.

Czasami, z przyczyn od nas niezależnych, nie dostaniemy urlopu w terminie, który nas interesuje. Bardzo często też, nawet gdy bierzemy urlop, nie stać nas na dalekie zagraniczne wojaże.

Z zachwytem wpatruję się w ekran telewizora. Oglądamy program przyrodniczy o życiu zwierząt. W tej chwili akurat na ekranie pokazuje się mały szop pracz.

 

Antoine de Sait-Exupery powiedział kiedyś, że jeśli ktoś głośno krzyczy, oznacza to, że jego język jest zbyt ubogi i krzykiem chce stłumić głosy innych.

Sukces to spełnienie marzeń. Wszyscy tego pragniemy. Chcemy być kochani, zdrowi i robić to co sprawia nam przyjemność, równocześnie staramy się, aby to coś przynosiło nam zyski materialne. Nie zawsze się udaje, czasem w drodze na szczyt możemy się potknąć.

Pamiętam mój pierwszy dzień w średniej szkole… tak mi się zdaje, że pamiętam. Nie jestem pewna, czy był apel, pewnie był, bo zawsze były apele. Wszyscy musieliśmy być ubrani na galowo, moje dzieci nie wiedzą nawet, co to znaczy.

Wynajęcie mieszkania często przysparza wiele problemów i nie zawsze kończą się one w momencie podpisania umowy. Znajomość praw i obowiązków najemcy i wynajmującego jest ważna dla obu stron.

Popularność Wrocławia na mapie Polski jest niezaprzeczalna. Ciekawe wydarzenia kulturalne i zabytki przyciągają turystów. Dla miłośników piwa - nowo powstające browary, duży wybór lokali i różnorodność gatunków piw stanowi o sile miasta.

 

 

Parę miesięcy temu przeczytałam wypowiedźHolendra mieszkającego w Polsce, który stwierdził, że jedna rzecz uderzyła go w rozmowach z Polakami...

Reklama

Galeria

  • Bal Karnawałowy 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Koncert Budki Suflera
  • Agnieszka Steur
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Mini galeria 03
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Dzień Dziecka 2012
  • Miss Fitness
  • Mini galeria 04
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Ani Mru Mru