Dziś jest , imieniny obchodzą:

Moja Holandia

Konieczność przeprowadzki do obcego kraju nie jest wymarzonym scenariuszem na życie, zwłaszcza gdy masz 37 lat i powinnaś, według oczekiwań społecznych, mieć dom, a co najmniej mieszkanie, dobrego męża, dwójkę dzieci i rewelacyjną pracę. Ze wszystkim tym radzić sobie doskonale, nosić uśmiech na twarzy i patrzeć z pobłażaniem na gorzej od ciebie radzące sobie koleżanki.

 

I oto stałam z Synem, Mężem i ogromnym bagażem przeżyć przed kolejnym wyzwaniem. Dopiero co zadomowiona w belgijskiej Gandawie, miałam wkroczyć w tajemniczy świat Amsterdamu. Świadomość tego przerażała mnie, ale nie mogłam pozwolić, by mój Mąż spędzał trzy czwarte życia w pociągach (podróż pociągiem z Amsterdamu do Gandawy trwa 3 godziny w jedną stronę). Po raz drugi w ciągu czterech lat moje życie stanęło na głowie. I pomyśleć, że to ja kazałam Mężowi starać się o nowe miejsce pracy.

 

Poszukiwanie domu

Rok przed przeprowadzką zaczęliśmy szukać mieszkania przez Internet. Półtora miesiąca codziennego przeglądania ogłoszeń. Strony internetowe zawierające oferty kupna-sprzedaży nie miały przede mną tajemnic. W końcu nadszedł czas na odkrycie nowej ziemi.
Amsterdam przytłoczył mnie mieszanką kultur, wielkością i anonimowością. Nie jestem ksenofobem czy rasistką, jednak bezpieczniej czuję się wśród ludzi, dla których słowa mają podobne znaczenie i bycie kobietą nie oznacza towaru niższej wartości. Przepiękne centrum miasta znajduje się poza zasięgiem kieszeni przeciętnego zjadacza chleba. Pół miliona za przestrzeń, w której ledwo zmieściłyby się książki Męża.
Poza centrum skąpane w szarości i deszczu blokowiska. Przełom października i listopada to zdecydowanie nie najlepszy czas na kupowanie mieszkania. Mało słońca, pogłębiający przygnębienie brak zieleni i woda. Już czułam bóle stawów w przyszłości.
Przemieszczanie się autem z miejsca na miejsce graniczyło z cudem. Nieustanne poszukiwanie miejsc parkingowych, ciągłe zjazdy na autostradę i kierowcy, którzy nagle zapomnieli wszystkie przepisy ruchu drogowego (zmora Holandii w oczach Polki).
Ze łzami w oczach stałam przed kolejnym z licznych domów, pokazywanych nam przez zmieniających się jak w kalejdoskopie maklerów. Żaden z nich nie zrobił na mnie dobrego wrażenia (czytaj: ani makler, ani dom) i bardzo chciałam wracać do „mojej” Gandawy. Gdzie w tym anonimowym świecie mam znaleźć dobrą szkołę dla Syna, gdzie Syn ma znaleźć przyjaciół? Jak się odnaleźć w dżungli pędzących przed siebie ludzi?
Spóźniony nieco makler, inny niż wszyscy, bo nie bardzo młody i nie na siłę usiłujący wepchnąć nas w jakąkolwiek przestrzeń, spokojnie pokazał nam nieciekawy dom. I nagle stał się cud. Makler przyjrzał się uważnie mnie, Synowi i Mężowi, po czym oświadczył: „Jeśli naprawdę chcą państwo coś kupić z myślą o dziecku, to proszę poszukać w Haarlemie. To doskonałe miejsce dla rodzin, oddalone zaledwie 15 minut pociągiem od centrum Amsterdamu”. Odetchnęłam z ulgą. Proszę Pana, nie miałam okazji Panu podziękować, ale w pewnym sensie uratował nam Pan życie. Podczas pierwszej wizyty w Haarlemie znaleźliśmy to, czego szukaliśmy – nowe, jak chciałam ja i stare, jak chciał mój Mąż. Czekało nas jeszcze mnóstwo formalności, jednak byliśmy szczęśliwi – znaleźliśmy nasz dom.

 

Ludzie

Spotkanie przyjacielskiego maklera było jak olśnienie. Holendrzy są bardzo mili, otwarci i towarzyscy. Przypominają tym bardzo Polaków w Polsce. Stanowią przeciwieństwo Belgów, którzy bardzo rzadko opowiadają, nawet wieloletnim znajomym, o swoim życiu prywatnym. Nasi sąsiedzi, jeszcze zanim się wprowadziliśmy, zaprosili nas na kawę. Panie w piekarni i kwiaciarni zagadują przy każdej okazji, co słychać. Ludzie w pobliskim domu starców uśmiechem odpowiadają na uśmiech i machają z daleka, jakby wstąpiła w nich nowa fala energii. We mnie też wtedy wstępuje.

 

Czas na szkołę i lekarza

Zapisanie dziecka do szkoły w Holandii jest nie lada wyczynem. W Belgii nasz Syn chodził do szkoły pracującej metodą Freineta. Uwielbiałam tę szkołę i płakałam bardzo, jeszcze wiele razy po tym, jak się przeprowadziliśmy, że już tam nie mogę chodzić. Tak, tak, czułam jakbym to ja musiała zmienić szkołę. Tęskniłam za panią dyrektor czekającą na przychodzące do szkoły dzieci i żegnającą je, gdy wychodziły, za nauczycielką, dostrzegającą indywidualność każdego dziecka, za szkolnymi piknikami, akcjami. Pierwsze kroki skierowałam do jedynej w Haarlemie szkoły Jenaplan. Pani dyrektor zaśmiała mi się w twarz i powiedziała, że na listę oczekujących wpisuje się tu dzieci tuż po urodzeniu. Osłupiałam. W szkole Montessori również lista oczekujących. W końcu znaleźliśmy szkołę obok naszego miejsca zamieszkania (obowiązuje tu, podobnie jak w Polsce, rejonizacja). Przeraża mnie tu szkolna „polska” rzeczywistość: przepełnione klasy, anonimowość i brak porozumienia pomiędzy nauczycielem a rodzicami i rodziców między sobą. Na szczęście, jak się okazało, wiele można zmienić, jeśli rodzic potrafi zawalczyć o swoje dziecko.
Swoją niezłomną postawą można nawet wpłynąć na lekarza domowego, którego wybór był kolejnym czekającym nas wyzwaniem. Los sprawił, że wkrótce po przeprowadzce, mój Mąż dostał zapalenia pęcherza, pierwszy raz w życiu, i musieliśmy udać się na pogotowie. Tam czekał na nas doktor S., który od początku z pewnym pobłażaniem wysłuchiwał mojego belgijskiego akcentu w języku niderlandzkim i w końcu powiedział, że może być naszym lekarzem domowym, bo w sumie mieszkamy niedaleko.
Tak oto mieliśmy dom, sąsiadów, szkołę i lekarza domowego. Cztery pierwsze najważniejsze elementy naszego życia w Holandii. Brakowało nam przyjaciół, rodziny, mojej pracy, ale mogliśmy zacząć budować nasz harlemski świat.

Polecamy

Michał Szpak – charyzmatyczny polski wokalista. Podbił nie tylko polski, ale i europejski rynek muzyczny. Udział w X-Factor, statuetka SuperPremiery na 52.

Perfekcja sama w sobie. Biała, rozpływająca się w ustach kremowa masa serowa z warstwą najlepszego musu malinowego. Jest w nim wszystko, co kochamy – intensywność sernika i lekko kwaśny smak malin.

 

Aby chronić zdrowie i planetę, musimy szybko znaleźć alternatywę dla chemicznych środków czystości. W jaki sposób możemy wyczyścić i zdezynfekować mieszkanie, stosując naturalne metody?

Z każdej strony bombardują mnie wiadomości na temat tego, że dzieci i młodzież za dużo czasu spędza na sprzętach elektronicznych. Za dużo i za często na komórkach, tabletach, laptopach itp. itd. Pewnie coś w tym jest.

Verloskundigen Ridderhof to położne zajmujce się pomocą matkom. Odpowiedzą na każde pytanie i udzielą rad dotyczących ciąży i porodu. W ich oddziale zostaną udzielone odpowiedzi na każde pytania dotyczące zajścia w ciążę, zwracając uwagę na Waszą indywidualną sytuację.

Konieczność przeprowadzki do obcego kraju nie jest wymarzonym scenariuszem na życie, zwłaszcza gdy masz 37 lat i powinnaś, według oczekiwań społecznych, mieć dom, a co najmniej mieszkanie, dobrego męża, dwójkę dzieci i rewelacyjną pracę.

11 kwietnia 2015 r. powstała Sekcja Polska w organizacji Levende Talen zrzeszającej nauczycieli języków w Holandii. Członkowie na Walnym Zebraniu w Utrechcie zaakceptowali statut wraz z listą zdeklarowanych członków i włączyli nową sekcję językową do swojej organizacji.

Zanim zacznę pisać w szczegółach o prawdopodobnych przyczynach braku redukcji wagi przy zachowaniu zasad zdrowego żywienia, warto na początek przypomnieć definicję zdrowego odżywiania, przez co rozumie się zjadanie dużej ilości warzyw i owoców, a także bazowania na żywności pr

Niecodzienne spotkanie z dwoma holenderskimi dziennikarzami - Dziennikarze Thijs Papot i Stephane Alonso

Okres jesienno-zimowy jest dla wielu z nas nie lada wyzwaniem. Szczupłą sylwetkę wypracowaną na lato zaczyna z niewyjaśnionych powodów pokrywać warstwa tkanki tłuszczowej. Jak sobie z tym radzić? Jakie kroki podjąć? Jak przetrwać jesień i zimę, nie przybierając na wadze?

Reklama

Galeria

  • Mini galeria 04
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Budki Suflera
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Dzień Dziecka 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Ani Mru Mru
  • Miss Fitness
  • Agnieszka Steur
  • Mini galeria 03
  • Dzień Dziecka w szkole 2010