Dziś jest , imieniny obchodzą:

Sposób na miłość

Kłopoty z miłością przeżywała zapewne każda z Czytelniczek (i Czytelników) „Nowinek”. Te kłopoty są stare jak świat, a ich rozwiązywanie stanowiło przez tysiąclecia źródło utrzymania dla czarownic, znachorów, szamanów i alchemików.

 

Walentynki wydają się dobrą okolicznością, by o niektórych „sposobach na odwzajemnioną miłość” przypomnieć; nie jest też wykluczone, że garść przykładów zostanie przez Czytelników przyswojona, a następnie twórczo i efektywnie rozwinięta. I raczej nie będzie dziś mowy o banalnym lubczyku.

Na samym początku zaznaczyć muszę, że ani autor, ani Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za zastosowanie przytoczonych poniżej sposobów na odwzajemnione uczucie.
Zaczynamy, nomen omen, z grubej rury od wieków średniowiecznych. Błędem jest mniemanie, że ludzie podówczas byli ciemni, zacofani, bo nie wiedzieli co to viagra i Internet. Mieli fantazję i radzili sobie, jak tylko potrafili. Miłość wtedy targała ludźmi nie mniej niż dzisiaj, pasje mieszały zmysły, namiętności krzyżowały szyki, poszukiwano sposobów na szybkie, a co najważniejsze, pewne remedium na miłość. Do naszych czasów dotrwał niejeden średniowieczny sposób na mężczyznę.
Pewnym jest, że ludzie wieków średnich znacznie lepiej znali się na medycynie, którą dziś określamy jako „naturalną”. Doskonale wiedzieli, które rośliny wspomagają, które trują, kiedy je zbierać i wiedza ta – co trzeba przyznać – prowadziła niejedną zielarkę wprost na stos, gdzie w dymie i płomieniach rozstawała się z życiem i wiernymi klientami.

Ale też przywołajmy konkretną receptę z tamtych czasów: kobieta chcąca usidlić kawalera, najpierw oczywiście stosowała broń konwencjonalną, czyli zalotne spojrzenia, odsłanianie poszczególnych fragmentów ciała, dosypywanie ziółek do przyrządzanych napitków czy potraw. Nie działało?! No to robiło się tak: zgodnie z zaleceniem ówczesnego seksuologa, kobieta zobowiązana była zakupić żywą rybę. Rybę tę wkładała, hm, bardzo głęboko pod spódnicę i nosiła tak do momentu, kiedy ryba zdechła. (Aha, majtek wtedy nie znali). Wtedy rybę wyjmowała, przyrządzała znanym sobie sposobem, na jej bazie gotowała zupę rybną, podawała kawalerowi, a ten – jak już zjadł – był rozkochany. I żyli długo i szczęśliwie. Wypada tylko wierzyć, że ryba nie była okoniem.

Nieco mniej inwazyjnym sposobem z tamtych właśnie czasów jest zalecenie skierowane do kobiet poszukujących męża. Należało rozebrać się „do rosołu”, całe ciało nasmarować miodem, a potem pójść do spichlerza celem wytarzania się w pszenicy. Jak już wszystko na skórze stwardniało, trzeba było: się dokładnie oskrobać, całość zmielić w młynku (mielenie w stronę przeciwną do ruchu wskazówek zegara, którego zresztą wtedy nie znano). Z pozyskanej mąki piekło się chleb, którym panna częstowała kawalera. Aha – wyrabianie ciasta powinno następować między udami panny, oczywiście: im wyżej, tym chleb był lepszy. Nie ma danych, czy sposób ten był skuteczniejszy od zupy rybnej, ale z pewnością nie ściągał gniewu obrońców zwierząt.

W znanym filmie „Prawo zemsty” („Law Abiding Citizen”) wynalazca-mściciel paraliżuje pewnego mordercę poprzez wprowadzenie mu do krwiobiegu toksyny wydestylowanej z ryby zwanej (w polskim tłumaczeniu) rozdymką. Rozdymka, czyli ryba fugu, uznawana jest do dziś w Japonii, po pierwsze – za afrodyzjak, a po drugie – jako materiał dla wirtuozerii kulinarnej. Oczywiście danie z fugu-ryby (ale są i tacy klienci, którzy mówią, że mięso fugu jest pozbawione smaku) jest niezwykle wykwintne i kosztowne, ale przecież nie w smaku osadza się jej nadzwyczajność. Bowiem źle przez kucharza przyrządzona rozdymka sprowadza bolesną śmierć na konsumenta; najpierw paraliżuje gościowi wszystkie mięśnie (przy zachowanej pełnej świadomości), a potem następuje zgon wskutek uduszenia.

Warto też wiedzieć, że martwa osoba po spożyciu dania z fugu, do dziś (w niektórych rejonach Japonii) przez trzy doby leży obok własnej trumny na cmentarzu. Nie wiadomo bowiem, czy – mimo zatrzymania wszelkich funkcji życiowych organizmu – wciąż nie jest żywa i świadoma! A wszystko to za sprawą neurotoksyny zawartej w wątrobie i jajnikach tego morskiego stwora, neurotoksyny - na którą nie ma odtrutki. 

 

Zatrzymajmy się jeszcze na moment przy orientalnej kuchni: pragnący uzyskać spodziewaną jurność seksualną Japończycy przepadają za daniem z fugu-ryby (ci, których na to stać), ale zanotowano biedaków, których ona właśnie wykończyła.
Otóż nieszczęśnicy koczowali przy śmietnikach znanych restauracji i żywili się odpadkami. Wśród nich znajdowały się części naszej bohaterki, czyli fugu. Nie ma danych na temat ich sprawności seksualnej w ostatnich godzinach, wiadomo tylko, że zesztywnieli na śmierć.

Przy okazji: nasza rozdymka używana jest nie tylko dla wzmożenia hormonalnego, to właśnie ta ryba używana jest celem... tworzenia zombie na Haiti. Tetrodotoksyna zawarta w wątrobie ryby sprowadza na konsumenta pozorowaną śmierć. Całość jest elementem kultu voodoo, co w swojej pracy przywołuje niejaki Wade Davis. Potem wybudza się gościa miksturami. Czy mu wierzyć?! Państwa wybór!

Aby zamknąć temat fugu: w Japonii licencję na przyrządzanie dań z tej ryby uzyskuje się po trzech latach nauki, bo japońska sztuka kulinarna pozwala przyrządzić ją w sposób bezpieczny dla organizmu człowieka. Komisja egzaminacyjna jest niezwykle rygorystyczna, kandydat na kucharza musi sam uśmiercić stwora, przyrządzić go, a następnie – zjeść przygotowane przez siebie danie. Zdaje co trzeci kandydat...

W średniowieczu, jak się dowiadujemy, za najskuteczniejsze afrodyzjaki uważano jądra zwierząt, żywicę drzew, ostrygi, jaszczurki, przepiórki i fasolę. Mało? Proszę bardzo, rozkochana średniowieczna piękność podawała sobie (albo kawalerowi) w potrawach: włosy ukochanej osoby, korzeń żeń-szenia, korzeń wisielca (wygrzebywano wtedy rośliny rosnące obok szubienic).

Przez stulecia bogactwo miejskich katów w Europie nie wypływało z „etatu” zapewnionego przez dane miasto. Jednym z głównych źródeł dochodów katów (prócz prowadzenia domów publicznych) była sprzedaż garderoby świeżo powieszonych nieszczęśników. Sznur wisielca – jeśli wierzyć archiwom – był cięty na centymetrowe kawałki i sprzedawany jako remedium na wszystkie bolączki, nie wyłączając oczywiście bolączki nieszczęśliwej miłości.

Wracamy do roślin: do menu doszły banalne karczochy, por, rzepa, kapusta i rozmaite grzyby. Ten ostatni składnik zresztą był prawdopodobnie tak samo skuteczny i jednocześnie obarczony podobnym stopniem ryzyka, jak i wspominana wcześniej ryba fugu. Wraz z odkryciem przez Kolumba Nowego Świata, wachlarz afrodyzjaków znacznie się poszerzył; na stoły trafiła „włoszczyzna”, przywieziona do Polski przez królową Bonę, a na dodatek: pomidory, szafran, ziemniaki czy szparagi.
Największym przegranym w wyścigu do seksualnego spełnienia gatunku Homo sapiens jest rodzaj Rhinoceros. Chińska medycyna do dziś uznaje, że sproszkowany róg nosorożca jest najbardziej skutecznym afrodyzjakiem świata. Z tej właśnie przyczyny gatunek objęty został ścisłą ochroną, co wszakże nie zapobiega nielegalnym polowaniom, rozstrzelaniem populacji, odcięciem rogu, co zresztą raz po raz widzimy w dramatycznych apelach obrońców zwierząt.
Szanowni Czytelnicy: kochajcie się! 

Polecamy

Każdego roku, o tej samej porze, czyli jakoś teraz, składamy sobie obietnice. Nowy rok, jest już sam w sobie zapewnieniem zmian, tego, że damy radę więcej zdziałać.

Podczas wrześniowego spotkania kwartalnego pływaliśmy statkiem po Markermeer. Był to inspirujący rejs, pełen bardzo ciekawych rozmów i nowych pomysłów. Wszystkim serdecznie dziękujemy za uczestnictwo i do zobaczenia następnym razem!

Nie jest najważniejsze, w jakim kierunku się podąża, ani jakie szczyty chce się zdobyć, bo przecież każdy z nas wyznacza sobie inne. Najistotniejsze jest natomiast to, aby nigdy się nie poddawać i w to, co się robi, wkładać całe serce.

Zgodnie z Ustawą o ubezpieczeniu zdrowotnym (Zorgverzekeringswet) każda osoba mieszkająca lub pracująca w Holandii ma obowiązek, w ciągu czterech miesięcy od przyjazdu, zarejestrować się u ubezpieczyciela zdrowotnego, który pokryje koszty leczenia.

Od kilkunastu lat w wędkarstwie coraz bardziej popularne jest wypuszczanie złowionych ryb, a nie zabieranie ich do domu, jak nas uczyli nasi dziadkowie oraz ojcowie.

Zawsze, gdy ktoś prosi, bym coś o sobie powiedziała, rozpoczynam od tego, że jestem żoną i matką. Wszystko, co osiągnęłam w moim życiu, stawało się ważniejsze i cenniejsze właśnie dlatego, że mam dzieci i łatwiejsze dzięki wsparciu męża.

 

W dniu 15 listopada 2014 r. w Studio 21 w Hilversum k. Amsterdamu odbyła się trzecia edycja konkursu Polak Roku w Holandii.

 

Zapraszamy na V Jubileuszową Edycję Turnieju 7vs7 Domek.nl Summer Cup, w tym prestiżowym turnieju udział weźmie ponad 40 drużyn z całej Holandii, a także z Belgii, Niemiec oraz z Polski.

Wreszcie nadeszła wiosna. Przyroda obudziła się znów do życia, a z nią i ja. Po zimowych miesiącach melancholii, wstąpiła we mnie iście wiosenna energia.

Kto i jak może rozliczyć się z podatku jako samotny rodzic lub z ulgą na dziecko?

 

Reklama

Galeria

  • Ani Mru Mru
  • Miss Fitness
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Agnieszka Steur
  • Dzień Dziecka 2012
  • Mini galeria 04
  • Mini galeria 03
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Majówka Comblain La Tour 2010