Dziś jest , imieniny obchodzą:

Trafić jak kulą w płot

Grudzień to jeden z najbardziej obciążających finansowo miesięcy w roku. Nie dość, że trzeba zorganizować święta i kupić wszystkiego tyle, żeby stół się uginał pod naporem smakowitego jadła i napitków wszelakich, to jeszcze należy wysupłać choćby i ostatni grosz na prezenty dla bliskich krewnych. Rozmaicie to jednak bywa z domowym budżetem: albo trudno się rozstać z resztkami zawartości świnki-skarbonki, albo też kieszeń świeci już pustkami w oczekiwaniu na kolejną, pierwszą w nowym roku wypłatę.

 

Stąd też różnie trzeba sobie radzić, żeby z jednej strony nie wyjść na sknerę, co to grosza skąpi na podarunki dla przyjaciół i rodziny, a z drugiej uratować resztki zaskórniaków i móc jakoś przeżyć do pierwszego następnego miesiąca. Z tej – zdawałoby się beznadziejnej – sytuacji często ratuje życiowa zaradność i niemająca granic pomysłowość ludzka, dzięki którym można się posłużyć jednym z trzech rodzajów prezentów: przechodnim, z odzysku i do kitu.

Prezent przechodni – jak sama nazwa wskazuje – to podarunek przechodzący od jednego solenizanta do drugiego. Zdarza się, że łańcuszek przekazujących sobie otrzymaną rzecz jest długi i wędruje ona nawet przez rok czy dwa. Prezent przechodni jest zazwyczaj nietrafionym w gusta upominkiem. Może też być zbędnym bublem, którego obdarowany chce się jak najszybciej pozbyć, a szkoda mu go wyrzucić do śmieci. Przykładem jest chociażby otrzymany od cioci Józi ogromny flakon w chińskie wzroki albo kiczowaty świecznik w kształcie kuli ziemskiej, ciężki jak diabli, a mogący pomieścić jedynie maleńką świeczkę. Niektóre z przechodnich prezentów dałoby się jeszcze jakoś polubić i je zachować, ale zwyczajnie nie ma na nie miejsca, zwłaszcza w ciasnych mieszkaniach w blokach lub dzielonych ze współlokatorami wynajmowanych pokojach. Stąd też konieczność „uszczęśliwiania” nimi innych, często jednak lubianych bliskich ludzi. Istnienie przechodnich upominków można było zrozumieć w minionych czasach, gdy wszystkiego brakowało, a sklepowe półki świeciły pustkami. Teraz jednak jest zupełnie inaczej, ale mimo to, wędrujące prezenty pozostały, zwłaszcza w niektórych przypadkach. Najlepszy przykład stanowią lekarze otrzymujący – z racji wykonywanego zawodu – wszelkiego rodzaju podarunki, zwłaszcza często powtarzające się rzeczy z tej samej kategorii, jak chociażby eleganckie pióra czy długopisy. Mając w domu pełno podobnych, ale w końcu zbędnych upominków, trudno oprzeć się pokusie, aby idąc na imieniny do kuzynki, świąteczny obiad u szwagra czy też na Wigilię do brata, nie zabrać w prezencie tego, co ma się pod ręką. Raz, że miejsce się na kolejne rzeczy zrobi, dwa, że się pieniędzy zaoszczędzi, a trzy, nie zmarnuje się czasu na bieganie po sklepach i szukanie czegoś odpowiedniego. Jak widać – same korzyści, a ryzyko – jak to się już z przechodnimi prezentami zdarzało, że wrócą do ofiarującej je osoby – w tym przypadku jest żadne.

 

Prezenty z odzysku – stanowią wszelkiego rodzaju rzeczy nowe, ale otrzymane za darmo. W epoce wszechobecnej reklamy i rozmaitych gratisowych upominków – bardziej lub mniej trafionych – można iść na łatwiznę i podarować komuś to, co się otrzymało podczas promocji lub wygrało w jakimś konkursie. Kubki, długopisy, klucze do zapisu danych z komputera, notesy, książki, parasole, podkoszulki, wizytowniki, ręczniki, itd. Jedynym mankamentem gadżetów reklamowych jest nadrukowana bądź wytłoczona nazwa promującej się instytucji, firmy czy organizacji. Trudno więc oczekiwać, że obdarowany nie domyśli się, skąd pochodzi wręczany mu prezent. Musiałby być niewidomy albo mocno niedowidzący, aby nie zauważyć firmowego logo, z reguły jeszcze mocno rzucającego się w oczy. Poza skrajną biedą, w której znajduje się albo wręczający prezent albo świętujący jubilat czy solenizant, która mogłaby jeszcze w jakiś sposób usprawiedliwić obdarowywanie gratisami, jest to prawdziwe faux pas, czyli wielki towarzyski nietakt. Jeśli wiemy przykładowo, że Iksińska spędziła trzy tygodnie w luksusowym kurorcie nad Morzem Czerwonym, czyli biedy nie klepie, to otrzymane od niej na imieniny hotelowe mydełka i szamponiki, są przejawem całkowitej ignorancji z jej strony. Po takim pseudo prezencie albo wypada się obrazić, albo odegrać w ten sam sposób, wręczając firmową reklamówkę z gratisowymi ołówkami i długopisami. Można też zignorować święto patronki Iksińskiej, choć wydaje się – znając naturę ludzką - że zagranie jej kartami odniesie lepszy skutek. Za rok powinna wysupłać dwa złote na jedną, przywiędłą różę bez przybrania, ale przynajmniej nie z odzysku.

 

Prezent do kitu – to nowa, kupiona specjalnie dla świętującego, rzecz, ale kompletnie nietrafiona, ani w gusta, ani w sytuację. Tak bywa na przykład z perfumami. Mało kto wie, że w bardzo złym guście jest wręczanie perfum, chyba, że jest to dla nas ktoś szczególnie bliski (np. żona) i w dodatku dobrze wiemy, jaką markę dana osoba używa. Dobór perfum jest sprawą osobistą i lepiej w niego nie ingerować. Prezentem nietrafionym ze względu na sytuację może być podarowanie pudła pomadek cukrzykowi czy osobie zapamiętale walczącej z otyłością bądź nadwagą. Takim podarunkiem będzie też wręczenie butelki koniaku, wina, wódki, itd. borykającemu się z problemem alkoholowym albo komuś z jego rodziny. Jeśli solenizant nigdy nie postawił nogi w sali sportowej i nie znosi wszelkich form aktywności ruchowej, to zbędne jest ofiarowywanie mu abonamentu do siłowni czy fitness klubu. Nietrafione prezenty do kitu albo wylądują w koszu, albo przerodzą się w podarunki przechodnie wręczone innym nieszczęśnikom przy pierwszej, lepszej okazji.

 

Wypełnione po brzegi sklepy i uginające się pod towarami półki sprawiają, że jest w czym wybierać i dla każdego jubilata czy solenizanta można wybrać odpowiedni prezent. Taki, który ucieszy i sprawi, że obdarowana osoba poczuje się doceniona, a nie zlekceważona przez wręczającego upominek. Wystarczy chwila zastanowienia i odrobina znajomości danego człowieka, aby dobrać coś, co utrafi w gusta, w zainteresowania czy w specyficzną sytuację świętującego. Nie zawsze potrzeba na to wielkich pieniędzy, których akurat może nieraz brakować. Wówczas istnieje jeszcze jedno rozwiązanie – własnoręczne wykonanie prezentu. W przypadku dorosłych może to być na przykład wydziergany na drutach szalik lub sweter, wyhaftowana serwetka czy nawet ciasto domowej roboty. Dzieci mogą przygotować laurki, narysować coś lub namalować, zrobić ludziki z kasztanów lub figurki z plasteliny. Niejedna babcia czy mama bardziej się ucieszy z takiego osobistego prezentu niż z przemysłowej tandety. Inne osoby także docenią zrobione z myślą o nich i dla nich właśnie upominki. Prezent bowiem, by cieszył, musi być dany z potrzeby serca i mieć w sobie choć odrobinę miłości, przyjaźni czy sympatii. Inaczej, będzie tylko bezduszną i bezużyteczną rzeczą, jedną z wielu, które nas na co dzień otaczają.

AK

Polecamy

Tradycyjną formą związku partnerskiego jest małżeństwo. Małżeństwo określa się jako cywilny związek małżeński: spełniający wymogi prawne, ale który pozbawiony jest aspektów religijnych. Taki związek uznawany jest prawnie we wszystkich krajach UE.

Perfekcja sama w sobie. Biała, rozpływająca się w ustach kremowa masa serowa z warstwą najlepszego musu malinowego. Jest w nim wszystko, co kochamy – intensywność sernika i lekko kwaśny smak malin.

 

Trudno uwierzyć, że za nami już kolejna zima i pierwszy kwartał roku. Trzy miesiące zleciały jak z bicza trzasnął, a część z nas nadal nie zabrała się za realizację postanowień noworocznych ani za obiecaną sobie zmianę stylu życia.

Zielony krajobraz, piwna pasja, rolnicze podstawy i wykształcenie inżynierskie legło u podstaw nowego browaru w Ardenach w roku 2008.

Każdy sportowiec narzeka na ten hormon. Utrudnia on życie ciężarowcom, kulturystom, atletom i wszystkim tym, którzy chcą cokolwiek zrobić ze swoim ciałem, swoją kondycją, swoim wyglądem i ze swoimi osiągami.

 

Już po raz piąty odbył się halowy turniej piłki nożnej Domek.nl Winter Cup 2016. Wzięły w nim udział 24 drużyny z Polski, Holandii, Belgii i Niemiec.

Tekst ten pisałem na wysokości 10000 metrów – ale to nie oznacza, że bujałem w obłokach.

 

Z zachwytem wpatruję się w ekran telewizora. Oglądamy program przyrodniczy o życiu zwierząt. W tej chwili akurat na ekranie pokazuje się mały szop pracz.

 

W wolnym tłumaczeniu – „cicho sza”? Historia kabaretu ANI MRU MRU nie jest długa, bo sam kabaret nie jest aż taki stary. „Publiczność młodnieje i ładnieje razem z nami” – tak twierdzą. Kabaret powstał we wrześniu 1999 roku.

Pana firma Domek.nl jest po raz drugi sponsorem Wyborów Polaka Roku w Holandii.

Reklama

Galeria

  • Bal Karnawałowy 2012
  • Dzień Dziecka 2012
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Miss Fitness
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Ani Mru Mru
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 04
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 03
  • Koncert Budki Suflera
  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Agnieszka Steur