Dziś jest , imieniny obchodzą:

Święta - czas przytulania

– Idź, kup dwa karpie, dziś pierwsza nasza małżeńska Wigilia, po bożemu ma być. Weź pieniądze i zaraz wracaj, tylko żebyś się znowu nie zawieruszył, jak to ty potrafisz, masz godzinę... – tak mi rzekła małżonka w starodawnych czasach, w mieście nieważne jakim, grunt, że iść miałem do blaszaka przy skrzyżowaniu Hetmańskiej i Głogowskiej. Po karpie.

 

Idę sobie, idę z torbą, Wigilia czas święty, wiadomo, pogwizduję z lekka zadumany, śnieżek niby to pada, dochodzę do budy blaszanej z napisem: „Karpie”. W budzie-blaszaku pusto, zero klientów, coś tam szura na zapleczu, kobieta wreszcie wychodzi, oczy podnosi na mnie, łypie, a cała caluśka od stóp do głów usmarowana krwią karpiową, skrzelami jakimiś, łuskami, młotek w jednej dłoni trzyma, a w drugiej nóż obosieczny. Patrzy, patrzy, rozmazane ślady makijażu, widać, że przed chwilą płakała – Co podać? – pyta.
– A co pani robi? – pytam ja z kolei, w końcu to Wigilia i każde zwierzę ludzkim głosem odezwać się ma prawo, a ona patrzy i już płacze normalnie ciurkiem z oczu, gęba we krwi, skrzelach, nóż, młotek i tak dalej i szlocha: – Buuu..., mąż mnie zostawił, nie dojechał, pojechał do Wrocławia, wróci w nocy, buuu, a ja mam w zbiorniku czterysta karpi, ludzie nie kupili, muszę jeszcze dziś je wszystkie zamordować, buuu, bo jak nie zamorduję, to się zepsują po długim weekendzie, zamrozić trzeba, buuu...
Zaglądam na zaplecze, faktycznie: taki zbiornik typu „cysterna” stoi, rurki gulgoczą, w środku mrowie karpi, stół obsmarowany flakami jakimiś i krwią obok, kubeł pod stołem, już nawet nie będę opisywał, co w kuble. Patrzę na nią, a ona poddała się, oparła o ladę, łzy już tak ciurkają, że jakby wyszła na ulicę, to by jej łzy potokiem kamienie z bruku wyrywały, rozpacz – jednym słowem – w święty dzień Wigilii Narodzenia Pańskiego, amen.
Wszedłem za ladę, ona trochę na ten widok zesztywniała, nóż nawet jakby nastroszyła. A ja prosto do niej, uśmiechnąłem się, wziąłem w ramiona i przytuliłem bez słowa. Sztywna była przez dwie sekundy, potem zwiotczała i się, jakby to powiedzieć, „odtuliła”. Z piętnaście sekund cała akcja naszego milczącego się przytulania trwała, usmarowałem się oczywiście krwią i flakami i łzami i skrzelami, ona otarła łzy i mówi, że dużo to nie pomoże, ale zawsze lepiej jak zdarzy się człowiek, a nie zwierz przychodzący z ulicy w Wigilię, że jej bardzo pomogłem, bo trzeba się czasem do kogoś przytulić i takie tam podobne rzeczy wygadywała.
`No, ale biznes jest biznes, a nie pokątne przytulanie się z babami mordującymi karpie”, toż wreszcie pyta: „Czego pan sobie życzy”, a ja na to, że ze dwa karpie poproszę, ale żeby wypatroszone i bez głowy i oskrobane, wiadomo. Ona rach-ciach, dwa karpie zapakowała, zważyła, milion pińcset zapłaciłem (bo to PRL był jakiś schyłkowy i w milionach się płaciło), jeszcze raz sobie życzyliśmy na koniec : „Bóg się rodzi, moc truchleje” oraz „Podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę Miłą”, ja jeszcze z rozpędu dodałem: „Dom nasz i majętność całą i wszystkie wioski z miastami...” i już w zasadzie się sprawa kończy, bo ja niby wracam do żony, a ta morderczyni przytulona wraca do mordowania karpi, „żeby się nie zepsuły do poniedziałku”...
Wychodzę z budy-blaszaka, a ona: - A wie pan, co jest najgorsze? Ja na to, że nie wiem, co jest najgorsze. A ona: - Jak te wszystkie stwory już pomorduję i zamrożę, to wrócę do chaty, przyjedzie mąż z trasy i poprosi mnie, żebym karpia mu usmażyła, a ja znowuż będę płakać, chyba tego nie potrafię...
– Miłość wymaga poświęceń – odparłem i wyszedłem, idę sobie do chaty, pogwizduję, karpie dyndają mi w torbie plastikowej, śnieżek prószy, a jakże, tramwaj jedzie, zaraz Pierwsza Gwiazdka, choinka już w domu przystrojona od rana, prezenty pokupowane, żona czeka (lat dwadzieścia wtedy), więc: – czego chcieć więcej?! Idę, pogwizduję, jako się rzekło, ćmika jaram, świat cały u stóp, podnieś rękę boże dziecię... Tarabanię się do chaty, już na schodach zapachy dochodzą, tu jakieś kompotowe, tam ciastowe, zupno-grzybowe, pierogowe z kapustą i grzybami, znacie sprawę, więc rozumiecie, szkoda nawet opisu. Buty zrzucam. – Karpie masz? – Pewnie, że mam, kochanie, proszę bardzo...
– Ale chodź no tu. Dlaczego jesteś upierdzielony krwią i śmierdzisz jak jakaś ryba? Cała kurtka usmarowana, przewróciłeś się czy co?! Co masz na twarzy, skrzela...? – Jak by Ci tu kochanie powiedzieć, przytulałem się do pani w sklepie, bo miała problem z zamordowaniem czterystu karpi. – Ciekawe bardzo, że do jakiejś obcej baby się przytulasz, ja tu Wigilię robię, a ciebie tylko po rybę wysłać, z oczu spuścić na pół godziny, to albo wracasz okrwawiony, albo bezczelnie w Wigilię mówisz, że się przytulałeś z kimś.
- Kochanie, tak było, nie poradzę, ciesz się, że mnie nie poprosiła, żebym z nią mordował te ryby...
- A mordowałbyś?
- Owszem, ale wcześniej bym zadzwonił do Ciebie i byśmy we trójkę mordowali, dobry pomysł?!
- Nie za bardzo mnie przekonałeś, ale trochę tak. Idź się wykąp, bo śmierdzisz, a dziś przecież Wigilia, moi rodzice przyjadą... Jeszcze jeden taki numer i się rozwiodę, co ty sobie w ogóle wyobrażasz?!
- Tak kochanie...

Polecamy

Bezsenność to przypadłość, która dotyka coraz więcej osób. Jesteśmy przemęczeni, zestresowani, brakuje nam czasu na wypoczynek i regenerację. W takich warunkach trudno o spokojny sen. Jak sobie pomóc, gdy ten nie nadchodzi, a my kolejną noc przewracamy się z boku na bok?

21 listopada 2015 r. w Studio 21 w Hilversum odbędzie się uroczyste wręczenie nagród laureatom konkursu Polonus Roku. Przedstawiamy Państwu jedną z kandydatek Joannę Hoppe, naszą współpracownicę, nominowaną w kategorii Młody Polak Sukcesu.

 

Pana firma Domek.nl jest po raz drugi sponsorem Wyborów Polaka Roku w Holandii.

Perfekcja sama w sobie. Biała, rozpływająca się w ustach kremowa masa serowa z warstwą najlepszego musu malinowego. Jest w nim wszystko, co kochamy – intensywność sernika i lekko kwaśny smak malin.

 

- A wiesz, że układ nerwowy ryby w paszczy jest tak czuły, że odczuwa ona ból od haczyka tak samo jak człowiek, któremu wbito by igłę w oko? – zagaił kumpel, który nie podziela moich pasji wędkarskich.

PODATEK BTW – jest to podatek płacony od wartości netto faktury, tzw. podatek obrotowy. Podatek BTW przedsiębiorca rozlicza najczęściej kwartalnie lub w niektórych przypadkach miesięcznie.

Słońce ma istotny wpływ na organizm człowieka – pozytywnie wpływa na nasze samopoczucie, a promienie słoneczne biorą udział w syntezie witaminy D, która pełni ważną funkcję w procesach wzrostu oraz chroni przed różnymi chorobami przewlekłymi.

Mieszkasz w Holandii i od dłuższego czasu szukasz pracy, ale jesteś już zmęczony wysyłaniem CV i brakiem reakcji? Masz pracę, ale szukasz możliwości zmiany na lepsze?

Wierszowisko to bukiet najpiękniejszych emocji i wzruszeń – odważni mali aktorzy, którzy bez tremy, z ogromną pewnością siebie recytują na scenie polskie wiersze, przejęci rodzice bezgłośnie recytujący z widowni wraz z dzieckiem, kolorowe przebrania, fantazyjne dekoracje, zaan

Reklama

Galeria

  • Koncert Golec u-Orkiestra
  • Koncert Budki Suflera
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2012
  • Bal Karnawałowy 2011
  • Ani Mru Mru
  • Dzień Dziecka 2012
  • Agnieszka Steur
  • Mini galeria 03
  • Dzień Dziecka w szkole 2010
  • Miss Fitness
  • Majówka Comblain La Tour 2010
  • Mini galeria 04
  • Majówka Comblain La Tour 2010